Inspirują mnie nawet śrubki

Wywiad z projektantką wyjątkowych dywanów – Joanną Rusin

Talent wyszlifowany na Akademii Sztuk Pięknych podkręcił ją do artystycznego działania. Od lat w swojej łódzkiej pracowni tworzy z pasją unikatowe dywany i tkaniny. Nietypowa forma i zaskakujące wzory czynią z nich designerskie cacka, które zachwycają nie tylko Polaków. Właśnie zdobywają szturmem rynki zachodnioeuropejskie. Między innymi o tym czy to, co deptane może być dziełem sztuki rozmawiam z projektantką, Joanną Rusin.

Joanna Rusin

Pani pracowni daleko do typowego atelier artysty. Czuć w nim raczej ducha pracy.

Tak. Można nawet powiedzieć, że jest tu dość… fabrycznie. (śmiech) Nie zależało mi na tym, żeby pracownia miała formę wystawy, galerii, czy butiku. Tu się tworzy, nie ogląda. Dlatego, gdy wynajmowałam te trzydzieścikilka metrów pofabrycznego lokalu w Łodzi od razu wiedziałam, że będzie to warsztat z krwi i kości.

Joanna Rusin

W polskiej mentalności dywany nie kojarzą się z wysublimowaną sztuką. To raczej praktyczny kawał materiału do przykrycia podłogi, by się nie zniszczyła.

Tak było. Ale mentalność Polaków się zmienia. Elementy wyposażenia domu nie mają już spełniać wyłącznie funkcji praktycznych. Polacy interesują się designem, śledzą trendy. Chcą się otaczać przedmiotami estetycznymi, ale też dobrze zaprojektowanymi. Bez względu na to jaki mają gust i jaki styl jest najbliższy ich sercu.

Ale wybierając specjalizację na studiach nie mogła pani jeszcze tego wiedzieć…

Zaryzykowałam. (śmiech) Ale i tak pewnie by się na tym skończyło, bo zawsze podobały mi się gobeliny, tkaniny artystyczne, dywany. I to w nich, a nie w twardych meblach zaszczepiła się moja pasja. Kreatywne podejście do tej materii było wtedy w Polsce czymś nowym. To było wyzwanie.

Jak w takim razie taktuje pani swoje dywany? Czy są to jeszcze elementy użytkowe, czy już sztuka, którą trzeba podziwiać, ale nie bardzo da się z niej korzystać?

Oprócz tego, że projektuję dywany na indywidualne zamówienia, współpracuję z fabryką dywanów Dywilan. I bez względu na to, czy robię coś dla wzornictwa przemysłowego czy bardziej artystycznego, każdemu dywanowi chcę nadać wartosć użytkową. Zależy mi na praktycznych produktach. Mogłam przecież wykonywać tkaniny dekoracyjne, np. do powieszenia na ścianie. Ale dla mnie prawdziwy design stoi na pograniczu sztuki, którą oglądamy, ale też piękna, z którego korzystamy na co dzień.

Joanna Rusin

Skoro udowadnia pani, że dywan może być dziełem, to czy wypada go… deptać?

Dywan to dywan i ma przede wszystkim spełniać swoje funkcje w domu. A że będzie oryginalny i podkręci styl mieszkania, to tylko lepiej. Poza tym nie lubię gdy dom jest galerią jednego przedmiotu. Gdy zgrabnie połączymy wszystkie elementy, to właśnie całość da efekt przemyślanego dzieła.

Pani dywany są praktyczne? Głównie wykonane są z filcu, a to chyba niezbyt odporny materiał.

Uwielbiam filc, bo oprócz tego, że jest przyjemny w dotyku, ciepły, ma wielką gamę kolorów, to jest bardzo plastyczną materią. Daje mi mnóstwo możliwości kreatywnego wycinania, szukania niestandardowych form. Ale jest też praktyczny i odporny na zniszczenia. Po każdym z moich dywanów można normalnie chodzić. Każdy można też odkurzać klasycznym odkurzaczem.

Joanna Rusin

Widziałam kilka pani projektów, które dają możliwosć indywidualnego kreowania przez klienta. Nie boi się pani, że kogoś za bardzo poniesie wyobraźnia i mówiąc kolokwialnie, spaprze pani dzieło?

Nie, nie, absolutnie jestem spokojna o poczynania klientów. Niezależnie od konfiguracji zawsze będzie fajnie. Projekty z dołączoną układanką, albo te w formie siatki, którą można na swój sposób opleść sznurkiem lubię chyba najbardziej. Daję komuś dywan, czyli rzecz znaną, ale umożliwiam i pobudzam kreatywność. Ci, którzy zdecydowali się na dywan do własnego ułożenia, wciągnęli się w to zadanie. Z tego co wiem, nawet dzieci się w to bawią.

No tak, “dostylizowanie” takiego dywanu może być formą zabawy dziecka z rodzicem.

Pamiętam bardzo fajną realizację dywanu Animals. Od początku projektu brało w nim udział dziecko. To ono podsuwało elementy, które chciało mieć na tym dywanie. Myślę, że fajnie przełożyło się to na efekt. Dywan jest bardzo żywy, zabawny, podoba się dzieciakom.

Skąd bierze pani pomysły na nowe projekty?

Inspiracje czerpię zewsząd. Na nikim się nie wzoruję, staram się bywać na światowych targach tkaniowych, obserować trendy. Moją wyobraźnię pobudzają nowoczesne technologie, niekoniecznie związane z tkaniną. Potrafi mnie zainspirować nawet śrubka, jeśli ma ciekawy kształt. Jestem stałym bywalcem miejsc, gdzie praca opiera się na technice. Przez to lubię projektować ze skrajnie różnych elementow. np. łączę filc z blaszkami Swarovskiego. Jeśli chodzi o kolory, to inspirują mnie wchodzące kolekcje ubrań. Bo to one zwykle wyznaczają trendy danego sezonu.

O, to zdziwiła mnie pani tą fasynacją techniką. Celowałam bardziej w jakiś folk, ludowe klimaty…

Zrobiłam kilka projektów inspirowanych folkiem. Ale powoli się z tego wycofuję. Przestaje być to oryginalne, niszowe, a staje bardziej komercyjne. Chociaż przyznam, że ludowy motyw wycinanki uwielbiam. Jest niesamowicie plastyczny.

Dla kogo robi pani swoje dywany?

Kupują je zarówno Polacy, jak i Niemcy, Francuzi, Włosi. Ostatnio zainteresował się nimi ktoś w RPA. Chcę, by były dostępne dla wszystkich, którzy kochają dobry design. Moje dywany wymyślam dla osób kreatywnych, wyczulonych na kolor i formę. Pamiętam jak kiedyś w Gdyni pokazywaliśmy z innymi artystami na skwerze nasze projekty. Nie miało to formy klasycznej wystawy. Po prostu przechodzili ludzie. Jeśli kogoś taka stylistyka zaciekawiła, zatrzymywał się i oglądał. Zobaczyłam wtedy, że moje dywany przyciągają bardzo różne osoby. Młode i starsze, związane w jakiś sposób ze sztuką, albo zupełnie nie. Po prostu byli wrażliwi na ten rodzaj artyzmu.

Pracownia jest pani drugim domem?

Jestem tu codziennie. Zwykle po kilka godzin. Ale jeśli jest projekt do zrobienia na konkretny moment, zdarza się, że po kilkanaście. Ponieważ na każdym etapie produkcji staram się robić wszystko sama, bywa że przesiaduję w pracowni do 2-3 w nocy. Ale nie narzekam. Jestem szczęściarą. Robię to, co kocham.

Marta Suchodolska

Czy korzystasz już z aplikacji Westwing?

Pobierz
Pobierz